Od gruzów zbombardowanych miast po ruiny po trzęsieniu ziemi – syryjscy ratownicy z Białych Hełmów, wsparci przez polskich ekspertów, w tym strażaków, tworzą pierwszą w kraju profesjonalną jednostkę ratownictwa z psami K9. To historia niezwykłej współpracy, w której ludzkie życie jest najwyższą wartością, a granice nie mają znaczenia.

W 2011 roku, na fali Arabskiej Wiosny, w Syrii wybuchła rewolucja przeciwko trwającemu ponad pół wieku reżimowi rodziny Al-Assadów. Pokojowe protesty, niosące hasła wolności i sprawiedliwości, spotkały się z brutalną odpowiedzią. Prezydent Bashar Al-Assad odpowiedział obywatelom kulami: strzelano do protestujących, więziono tysiące osób (w tym kobiety i dzieci) w osławionym więzieniu Sednaya, na olbrzymią skalę bombardowano zabudowania cywilne, szpitale i szkoły. Siły reżimu wielokrotnie sięgały po zakazaną międzynarodowym prawem broń chemiczną, m.in. używając sarinu w Idlib oraz chloru w Ghucie i Doumie. Tylko w ataku w Ghucie 21 sierpnia 2013 roku zginęło ponad 1000 osób.

W odpowiedzi na tę eskalację przemocy, z potrzeby serca, zaczęły powstawać ochotnicze grupy ratunkowe. Składali się na niezwykli obywatele – nauczyciele, krawcy, piekarze – którzy angażowali się w ratowanie rannych, wydobywając ich spod gruzów gołymi rękami.

Narodziny profesjonalnej organizacji

Syrian Civil Defence (SCD), znana jako Białe Hełmy, formowała się nieoficjalnie od końca 2012 roku. Iskrą, która przyspieszyła jej konsolidację, był incydent w Aleppo, gdy reżim uniemożliwił straży pożarnej dotarcie do pożaru w dzielnicy opozycyjnej. Munir Moustafa (późniejszy zastępca dyrektora SCD) wraz z zespołem złamał rozkaz i ugasił pożar, świadomie stając się wrogiem reżimu. Tego samego dnia zdezerterowali i utworzyli niezależne centrum obrony cywilnej.

Początkowo ochotnicy dysponowali tylko skromnym sprzętem. Część z nich nosiła białe kaski ochronne, co dało początek ich popularnej nazwie – Białe Hełmy. Stały się one symbolem heroicznej pracy humanitarnej. W 2013 roku zespoły przeszły specjalistyczne szkolenia w Turcji, a rok później, dla lepszej koordynacji, utworzono Centra Obrony Cywilnej w poszczególnych gubernatorstwach.

Przełom nastąpił 25 października 2014 roku w tureckiej Adanie, gdzie około 70 liderów lokalnych zespołów przyjęło Kartę Zasad, ujednolicającą działania zgodnie z prawem humanitarnym. Organizacja oficjalnie przyjęła nazwę Syrian Civil Defense i hasło „Ratowanie jednego życia to ratowanie całej ludzkości”.

Ich praca w warunkach ciągłych nalotów, w tym taktyki „double tap” (ataków powtórzonych na ratowników), była nieustannym wyzwaniem. Mimo to do 2023 roku około 3300 ochotników, w tym ponad 330 kobiet, uratowało ponad 128 000 istnień.

Rozszerzenie działalności i międzynarodowe uznanie

Po obaleniu reżimu w grudniu 2024 roku zakres działań Białych Hełmów znacznie się rozszerzył. Obejmuje on nie tylko ratownictwo medyczne i ewakuację, ale także rozminowywanie, akcje nurkowe, dostarczanie wody i energii, dystrybucję pomocy humanitarnej oraz zarządzanie kryzysowe. Dotychczasowy szef organizacji Raed Al-Saleh został ministrem zarządzania kryzysowego w nowym rządzie Syrii.

Działalność Białych Hełmów zdobyła światowy rozgłos. W 2016 roku zostali nominowani do Pokojowej Nagrody Nobla, a film dokumentalny o nich, wyprodukowany przez Netflix, zdobył Oscara. Jednym z symboli poświęcenia był ratownik Khaled Omar Harrah, który w 2014 roku uratował 10-dniowe dziecko, odgruzowując je gołymi rękami przez kilkanaście godzin. Rok później zginął w nalocie. Jego historia została opowiedziana w nagrodzonym filmie „The Last Man in Aleppo”.

Narodziny jednostki K9

Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,8, które w lutym 2023 roku nawiedziło Turcję i Syrię, uwidoczniło ogromną lukę w możliwościach ratowniczych. Międzynarodowa pomoc nie mogła dotrzeć na tereny kontrolowane przez opozycję, a Białe Hełmy, mimo doświadczenia, nie dysponowały wyszkolonymi psami ratowniczymi, kluczowymi przy przeszukiwaniu gruzowisk.

Potrzeba ta stała się jeszcze bardziej paląca pod koniec 2024 roku, gdy Białe Hełmy uczestniczyły w akcji w więzieniu Sednaya, próbując zlokalizować ocalałych w ukrytych kazamatach. Te desperackie próby wykorzystania psów stały się iskrą do stworzenia pierwszej w Syrii profesjonalnej jednostki K9.

Polski akcent

W tym momencie na scenę wkracza polski wątek. Paulina Kuntze, poznańska pracowniczka humanitarna, od lat zabiegała w Polsce o uwagę dla bohaterskich działań Białych Hełmów. To ona, wykorzystując zbudowane przez lata zaufanie, namówiła organizację do stworzenia jednostki K9, pokazując przykłady sprawdzonych rozwiązań z Polski.

Po trzęsieniu ziemi Paulina zwróciła się z prośbą o pomoc w szkoleniach. Inicjatywę podjął Przemysław Rembielak, twórca Grupy Ratownictwa Specjalistycznego OSP w Poznaniu. Po pokonaniu licznych wyzwań, w tym znalezienia doświadczonego szkoleniowca Krystiana Faltyna z Grupy Podhalańskiej GOPR oraz uzyskaniu zgody ministra Raeda Al-Saleha, polski zespół mógł wreszcie polecieć do Aleppo.

Pierwsze profesjonalne szkolenie K9 w Syrii

Na miejscu, w nowo powstałej stanicy K9, zastali 20 ratowników i kojce dla około 20 psów różnych ras, w tym szczenięta owczarków belgijskich malinois i labradorów. Warunki były ekstremalne – temperatury sięgały 45°C – ale dostęp do autentycznych ruin, z zawalonymi stropami i śladami po ostrzałach, stanowił idealny, choć przerażający, poligon szkoleniowy.

Polscy ratownicy przeprowadzili serię treningów terenowych i teoretycznych, ucząc m.in. technik szkoleniowych, opieki nad psami i unikania błędów. Po zakończeniu wizyty pozostawili szczegółowe zalecenia, a kontakt został podtrzymany – regularnie otrzymują nagrania, by na odległość monitorować postępy i doradzać.

Bezinteresowna pomoc bez granic

Ta inicjatywa to opowieść o budowaniu zasobów obrony cywilnej w oparciu o sieć kontaktów, gdzie narodowość, kolor skóry czy religia nie mają znaczenia. Liczy się wyłącznie idea humanitarna. To historia, która zaczęła się od przyjaźni i zaufania, a dziś ma szansę uratować życie wielu ludzi.

Polscy ratownicy ochotnicy działają dziś w Ukrainie, Mołdawii, Kenii, Tanzanii, Sudanie Południowym, Etiopii, Libanie – a od teraz też w Syrii. Nie oczekują medali ani awansów. Pomoc sąsiedzka i ochrona życia są bezinteresowne. Nie mamy kompleksów. Mamy doświadczenie i efekty pracy.

Projekt ma szansę rozwinąć się w większą inicjatywę – złożony został wniosek do MSZ o dofinansowanie, aby w nadchodzących latach skutecznie zbudować system psiego ratownictwa w nowo powstającym państwie.

PRZEMYSŁAW REMBIELAK